Przejdź do głównej treści
polski
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

„Ale dlaczego to jest takie drogie?!” – czyli o tym z czego wynikają ceny profesjonalnych usług w branży beauty.

  • dodano: 05-03-2025
„Ale dlaczego to jest takie drogie?!” – czyli o tym z czego wynikają ceny profesjonalnych usług w branży beauty.

„Ale dlaczego to jest takie drogie?!” – czyli o tym z czego wynikają ceny profesjonalnych usług w branży beauty

Napisałam ten artykuł dla siebie, Ciebie i twoich klientek. Mam nadzieję, że przełamie on kilka tematów tabu i będzie odpowiedzią na pytania, które nieustannie się powtarzają i wracają niczym bumerang. Postaram się odpowiedzieć na kilka pytań, które nurtują klientki korzystające i chcące korzystać z usług naszej branży. Bardzo też liczę na to, że doda on Tobie pewności siebie i utwierdzi cię w przekonaniu, że powinnaś cenić siebie i swój fach!

Od dłuższego czasu różnych grupach na Facebooku czy na stronach z ogłoszeniami typu Olx, Gratka spotykam ogłoszenia typu:

„Hybryda za 40 zł z dojazdem do klientki”

„Strzyżenie 15 zł”

„Promocja: makijaż permanentny 300 zł”.

Zastanawiam się wtedy czy dziewczyny, które oferują tego typu ceny za usługi mają świadomość, że dokładają do interesu, który prowadzą? I czy mają pewność, że zapewniają bezpieczeństwo swoim klientom? 

Zanim pomyślisz teraz o mnie: „O, zapomniał wół jak cielęciem był!”, pozwól mi na nieco więcej wyjaśnień. Nie jestem hipokrytką i przyznaję się bez bicia, że kiedy zaczynałam swoją przygodę ze stylizacją paznokci, a było to 15 lat temu, też dojeżdżałam do klientek (tramwajem) i robiłam paznokcie za 50 zł (niestety nie pamiętam, a może na szczęście, ile brałam za odnowę). Wtedy to myślałam, że na koszt wykonania usługi składa się tylko cena za produkt (czytaj: żel czy akryl), nie wliczałam w to żadnej innej rzeczy i czułam się królową życia, zarabiając przecież aż 50 zł za wykonaną stylizację! Nie ważne było dla mnie czy był to french, kryształki albo zatapiane brokaty. 50 zł to 50 zł. Dopiero z czasem i nabieranym doświadczeniem zdałam sobie sprawę, co składa się na cenę usługi i dlaczego często są one tak zróżnicowane. 

Wyjaśnijmy więc sobie, co na tę cenę usługi się składa?

Zacznijmy od najważniejszego i podstawowego elementu, czyli produktów. Będąc profesjonalistkami, pracujemy zazwyczaj na profesjonalnych produktach, które najczęściej nie należą do tanich. Przy tym nazewnictwie chcę zaznaczyć, że nie chodzi oczywiście o klasyfikację produktów na tanie i drogie. Nie. Chodzi o jakość produktów, która przekłada się na się na poziom i trwałość wykonanej usługi. Na takie, a nie inne produkty decydujemy się jako specjaliści w swoich dziedzinach. Takich też oczekują od nas klienci i klientki, którzy nie chcą być obsługiwani przy użyciu produktów, które mogą kupić same w pobliskiej drogerii, które często też pozostawiają wiele do życzenia.

 

Dotyczy to każdej branży: fryzjerskiej, kosmetycznej, stylistek paznokci czy np. podologów. Dla przykładu posłużmy się jedną z usług fryzjerskich – farbowaniem.

Nie da się ukryć, że farbę do włosów można kupić nawet za 8, 10 czy 20 złotych. Doliczając do tego rozjaśniacz w podobnej cenie i jedną z drogeryjnych odżywek, całość może zmieścić się nawet w 30–40 złotych (zaznaczę, że mówimy w tym miejscu o produktach, które są ogólnodostępne w okolicznych sklepach, na półkach z chemią pomiędzy żelami pod prysznic a odświeżaczami do toalety, drogeriach czy supermarketach).

Klientka, chcąc zafarbować włosy, może uznać, że wykona koloryzację sama właśnie takimi produktami, bo przecież „wyjdzie na to samo”, a będzie taniej. Jeśli jeszcze poprosi o nałożenie farby dobrą znajomą, która, mimo że nie zajmuje się fryzjerstwem, będzie chciała pomóc, za tzw. „robociznę” nie poniesie żadnych kosztów prócz przysłowiowej filiżanki kawy. Jednak czy efekt, jaki uzyska będzie taki sam jak ten, który uzyskałaby po wizycie u fryzjera? Czy wie, jaki kolor osiągnie, czy widzi tylko kolor włosów modelki na opakowaniu farby? Czy ma gwarancję, że uzyskany kolor będzie długotrwały? Czy ma pewność, że nie zniszczy swoich włosów, nie zaczną się kruszyć lub nie staną przesuszone? Czy zna odcień swoich włosów na tyle, aby ocenić czy potrzebne jest rozjaśnienie, a jeśli tak to ilu procentową wodą i jak długie? Czy zna skład farby, jaką nakłada na swoje włosy? Czy wie, że nie jest uczulona na żaden ze składników farby, a jeśli jest to czy będzie wiedziała, jak postępować w przypadku wystąpienia reakcji alergicznej? Czy będzie wiedziała, jak pielęgnować swoje włosy po farbowaniu? I ostatnie pytanie: czy będzie z takiej koloryzacji naprawdę zadowolona?

Usługi całej branży beauty mają jeden cel. Klient i klientka mają po nich poczuć się dobrze, lepiej niż wcześniej. Opuszczając salon, powinni czuć się zadbani, dopieszczeni, upiększeni i… zrelaksowani, bo nie ukrywajmy, że wizyta u stylistki paznokci czy fryzjerki ma też być tzw. chwilą dla siebie.

Profesjonaliści wiedzą, jakie produkty są najlepsze, co uzyskają używając każdego z nich i są w stanie ocenić, co dla jakiego rodzaju włosów będzie najlepsze. Zestaw „fryzjerskich” farb, rozjaśniaczy, odżywek i masek to często koszt co najmniej kilkukrotnie większy od produktów drogeryjnych! Często słyszę zarzut, że przecież nie zawsze zużywa się cały jeden produkt na jedną klientkę. Jasne, ale od kiedy w salonie fryzjerskim mamy jeden czy dwa kolory do wyboru? Zazwyczaj jest cała paleta, zestaw możliwie największy, aby klientka miała wybór. Tak samo w przypadku stylizacji paznokci. Ja również staram się, aby moja klientka miała z czego wybierać – dlatego w kolekcji ma się nawet ok. 100 kolorów lakierów hybrydowych, które trzeba pomnożyć średnio po 40 złotych.

Poza tym, farby i inne zużywalne produkty to przecież nie wszystko! Zwróćmy uwagę chociażby na fryzjerskie nożyczki, których koszt zaczyna się od kilkuset złotych, a kończy… nawet na kilku tysiącach.

Nie można też pominąć produktów jednorazowych. Omówię to na przykładzie stylistek paznokci, ponieważ z tą pracą, jak wiecie, mam do czynienia na co dzień. Oczywiście, są one używane niezależnie od branży np. jednorazowe ręczniki są wykorzystane zarówno we fryzjerstwie, jak i kosmetyce, podologii czy gabinetach stylizacji paznokci. Sama jako stylistka używam m.in. jednorazowych pilników, separatorów, kapturków ściernych do pedicure, worków foliowych, pelerynek-prześcieradeł jednorazowych, rękawiczek czy igieł. Pojedynczo nie są to drogie zestawy, ale gdy zbierzemy je razem, robi się z tego całkiem spora suma.

Niezbędna do pracy jest również odzież ochronna, zarówno dla Ciebie, jak i klienta, np. fartuszki, pelerynki czy pokrowce na fotele. Warto zadbać o to, aby była ona najwyższej jakości. Z doświadczenia wiem, że ich trwałość jest kluczowa, dlatego też właśnie na to położyłam nacisk przy projekcie i produkcji moich fartuszków.

 

Kolejne „składniki ceny” to wszelkie środki i sprzęty do dezynfekcji i sterylizacji. Chyba nie można sobie wyobrazić prawidłowo i legalnie funkcjonującego salonu, który nie ma odpowiednich przyrządów, autoklaw czy wody destylowanej. To nie jest coś, co można pominąć! Nie bez powodu odradzane jest wykonywanie jakichkolwiek zabiegów kosmetycznych w miejscach, w których zasady bezpieczeństwa i higieny pracy nie są zapewnione w 100 procentach. To nie jest bezpieczne ani dla klientki, ani dla osoby wykonującej daną usługę.

Nic nie zdziałamy bez… prądu i wody! Jakże niedocenianych i niewidzialnych pomocników naszej codziennej pracy J Nie oszukujmy się, przy każdej usłudze używamy prądu. Nawet przy zwykłej hennie musimy chociażby zaświecić światło. A woda? Myślisz, że tylko fryzjer dużo jej zużywa? Błąd! Bardzo możliwe, że tego nie zauważasz, ale w salonach zużywa się jej naprawdę dużo. Nie tylko do wykonywanych usług, ale też np. do codziennego mycia podłogi, robienia kawy czy herbaty. Do tego dochodzi też korzystanie z toalety – swoją drogą kolejny temat tabu. Przecież prawie wszystkie klientki z niej korzystają, a czasami nawet dwa razy podczas wizyty, i jest to oczywiście naturalne i normalne, ale i wówczas woda czy prąd też są zużywane dodatkowo.  

Do finalnej ceny usług trzeba doliczyć też eksploatację sprzętu. Każdy sprzęt przecież się zużywa: fotele, biurka, suszarki, lampy, pochłaniacze czy chociażby urządzenia klimatyzacyjne. Czasy się zmieniły. Kiedyś w gabinetach fotel kosmetyczny stał jeden i ten sam przez 25 lat - teraz nie ma takiej opcji. Branża beauty rozwija się tak szybko, że każda z Nas chce nieustannie podwyższać standardy gabinetu, nadążać za wymaganiami i oprócz dokupowania nowych sprzętów, trzeba też wymieniać stare.

Kolejny punkt to kwestie administracyjno-księgowe, do których wlicza się opłacenie księgowości, składek ZUS, dokonanie opłaty za terminale płatnicze, kasę fiskalną, coroczne przeglądy i podatki. To też kwota czynszu i wynajmu lokalu, opłata strony internetowej czy systemu prowadzenia rezerwacji.

W dzisiejszych czasach trudno też nie być obecnym w Internecie, a przede wszystkim w mediach społecznościowych, które są aktualnie chyba podstawowym narzędziem marketingowych w branży beauty. Jednak tempo, w jakim pracujemy czasem uniemożliwia nam zajęcie się tym osobiście, przez co sami musimy skorzystać z usług innych profesjonalistów, np. specjalistów ds. mediów społecznościowych. Zarówno ich usługi, jak i chociażby sesje reklamowe czy graficzne – kosztują. Tradycyjne formy reklamy jak np. wizytówki to również dodatkowy koszt.

Muszę napisać też, że: wiedza, doświadczenie i nasz czas też mają swoją cenę. Zdobywanie wiedzy i podnoszenie kwalifikacji – również kosztuje. Aby nie wypaść z obiegu, ciągle staramy się doszkalać i zwiększać swoje kwalifikacje, poznawać i wdrażać w pracy nowe techniki np. strzyżenia, nowe zabiegi na ciało czy nowe metody zdobienia paznokci. Koszt szkoleń waha się od 300 – 1500 zł za dzień, a czas na nie poświęcony to finansowo czas stracony, wtedy nie pracujemy – chyba, że robimy to po godzinach pracy, ale wtedy płacą za to nasi bliscy i nasza psychika i ciało. Nikt nie jest robotem, musimy odpoczywać. Niesamowicie też potrzebują tego nasze kręgosłupy, o czym na pewno wiecie same.

Pozostając przy temacie czasu, muszę przyznać, że kiedyś, pracując w salonie beauty, zaginało się czasoprzestrzeń. Nikt nie pracował z klientem jeden na jeden. Dawniej w gabinetach kosmetycznych robiło się w „międzyczasie” np. hennę, obsługując dwie klientki naraz. Dzisiaj nie ma o tym mowy. Czasy się zmieniły i klientki też. Każda z nich, co zrozumiałe, chce czuć się odpowiednio obsługiwana, dopieszczona i zaopiekowana.

 

Na koniec dodam jeszcze parę słów do koleżanek, które zajmują się usługami mobilnymi. Jeśli oferujesz mobilne zabiegi, koniecznie odpowiedz sobie na te kilka pytań: czy wliczasz do swojej pracy czas spędzony w samochodzie? Czy jesteś w stanie określić, ile w tym samym czasie obsłużyłabyś klientów stacjonarnie? Czy do kosztów swoich usług wliczasz benzynę i eksploatację samochodu?  Czy liczysz przejechane kilometry? To kluczowe kwestie, na które odpowiedzi musisz znać, żeby nie dokładać do swojej pracy, a na niej ZARABIAĆ, bo nie bójmy się o tym mówić. Pracujemy też po to, aby zarabiać. Utrzymywać siebie, rodzinę. Jeździć na wakacje. Mieć na drobne przyjemności. Mieć po prostu na życie.

 

Czy wiecie już, dlaczego profesjonalne usługi są TAKIE DROGIE? :)

 

Jeśli jesteś klientką, mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu spojrzysz inaczej na swojego fryzjera, podologa, kosmetologa czy stylistkę paznokci i zdasz sobie sprawę, że koszt usługi to nie tylko np. koszt lakieru, farby czy maseczki do twarzy.

 

Jeśli jesteś moją koleżanką z branży, mam nadzieję, że zaczniesz bardziej doceniasz swoje umiejętności i zyskasz świadomość kosztów, które ponosisz każdego dnia, miesiąca czy roku.